SOCJALIZACJA

Etapy socjalizacji
Nawet najlepiej zsocjalizowany w hodowli maluch, gdy już trafi pod naszą opiekę, musi zapoznać się z otaczającym go światem. Ważne, aby te kontakty były pozytywne. Nie należy pozwalać, by obcy ludzie (nasi goście, sąsiedzi) rzucali się na malca nawet w najlepszych intencjach, bo może to wywołać reakcje lękowe, które przekształcą się w stały strach przed ludźmi. Lepiej przykucnąć i poczekać, aż zaciekawiony piesek sam podejdzie, i wtedy go pogłaskać.

Socjalizację z psami rozpoczynamy, gdy tylko zakończy się kwarantanna poszczepienna. Zabieramy malca tam, gdzie spotykają się psiarze, i pozwalamy na kontakty z innymi psami. Warto wcześniej zapytać innych właścicieli, które psy w okolicy słyną ze złego charakteru. Zwykle jednak nawet bardzo duże psy nie zrobią szczeniakowi nic złego. Nie należy na widok obcego psa chwytać malca na ręce ani ściągać smyczy, bo bardzo szybko nauczymy go, że obce psy to wrogie stworzenia, których należy się bać. Później w dorosłym życiu będzie albo uciekał, albo rzucał się na nie i nigdy nie nauczy się właściwych stosunków z przedstawicielami własnego gatunku.

Szczenię niezsocjalizowane.
Zwykle pochodzi z dużej hodowli, gdzie trzyma się wiele różnych ras. Szczenięta są w kojcu i mało kto do nich zagląda. Człowieka widują jedynie, kiedy przynosi im jedzenie, a o pieszczotach i dotykaniu nie ma mowy. Taki maluch nie bardzo widzi przyjemność w kontaktach z człowiekiem, a wyjęty z kojca nie wie, jak się zachować. Kilkutygodniowe szczenię szybko się tego nauczy. Im starsze, tym trudniej przyjdzie mu się przystosować do nieznanych warunków. Bywa, że jego psychika jest na tyle zrujnowana, iż strat nie uda się już nadrobić. Warto zatem dobrze przyjrzeć się, w jakich warunkach trzymane są szczenięta i jaki stosunek ma do nich hodowca. Jeśli na widok obcego pierzchają po kątach, należy spodziewać się, że będą z nimi kłopoty.

Szczenię przesocjalizowane.
Z takim możemy spotkać się, kupując je od ludzi, którzy mają jedną ukochaną suczkę i jej dzieci traktują niemal jak własne, pozwalają im na wszystko. Takie szczenięta nie wiedzą, co to zamknięcie czy brak towarzystwa człowieka. Są doskonale odchowane, wychuchane, ale trzeba będzie je nauczyć tego, że czasami zostają same w domu i że nie wszystko im wolno. Ponieważ małe szczenięta szybko się uczą, nie będzie to trudne, ale czeka nas kilka ciężkich dni, a zwłaszcza nocy, kiedy osamotniony malec będzie głośno protestował. Dla waszego i jego dobra trzeba to przetrzymać i nie ulegać presji, bo potem, gdy przyjdzie nam zostawić psa samego na dłużej - będzie wył i demolował mieszkanie. Zamykany na krótko w innym pokoju i wypuszczany, kiedy tylko się uspokoi, szybko zaakceptuje fakt, że czasami zostaje sam.




* Niebezpieczeństwa socjalizacji szczeniąt *
autor: Małgorzata Fitowska
członek Sekcji literatury Polskiego Towarzystwa Kynoterapeutycznego.
Podziękowania dla P. Małgorzaty Fitowskiej za wyrażenie zgody na opublikowanie artykułu na mojej stronie.

Od dłuższego czasu mam pełną głowę myśli na temat niebezpieczeństw socjalizacji szczeniąt.
Trudno jednak jest mi usiąść i je spisać. Dlaczego? Chociażby dlatego, że do wszystkiego, co dotyczy szczeniaków podchodzę pełna emocji. Obawiam się, że w trakcie pisania serce weźmie górę nad rzeczowymi argumentami i zacznę opisywać sytuacje, które mnie się przydarzyły i jeszcze są bardzo żywe w pamięci.

Na wstępie zajrzałam do Wikipedii, czyli do tak zwanej wolnej encyklopedii, tworzonej przez społeczność internautów. W okienku wyszukiwarki wpisałam hasło „socjalizacja” i znalazłam następującą definicję:

Socjalizacja (łac. socialis = społeczny) to proces (oraz rezultat tego procesu) nabywania przez jednostkę systemu wartości, norm oraz wzorów zachowań, obowiązujących w danej zbiorowości. Socjalizacja trwa przez całe życie człowieka, lecz w największym nasileniu występuje, gdy dziecko rozpoczyna życie w społeczeństwie. Największą rolę na tym etapie odgrywają jego rodzice, później także wychowawcy i rówieśnicy oraz instytucje (takie jak szkoła czy Kościół).

Na drodze socjalizacji człowiek uczy się podstaw interakcji społecznych, poznaje społeczne normy postępowania, wartości, nabywa umiejętność posługiwania się przedmiotami i kształtuje swoją osobowość.

Powyższa definicja precyzyjnie opisuje to, o czym zapewne wszyscy wiemy. Jeżeli zamienimy słowa „dziecko” i „człowiek” na „szczeniaka”, a „rodziców”, „wychowawców” i „instytucje” na „przewodnika psa”, to wszystko stanie się jasne.

Dawniej ludzie decydując się na kupno, lub wzięcie pod swój dach szczeniaka, nie potrzebowali (albo też nie chcieli) wiedzieć na jego temat nic. Bo przecież wszystko się o psie wie. Bo mój dziadek miał psa, albo ciocia, albo kolega, kuzynka, wujek. Takim myśleniem wyrządziliśmy krzywdę niejednemu psu.
Obecnie, mam nadzieję, rzecz wygląda zupełnie inaczej. Ludzie szukają informacji, potwierdzenia tego, co już wiedzą na temat wychowania psa. I bardzo dobrze. Kiedyś słowo „socjalizacja” w kontekście wychowania szczeniaka budziło co najmniej zdziwienie.

Najbardziej powszechnym źródłem informacji w XXI wieku jest Internet. A w Internecie, wyszukiwarka. Wpisujemy tam hasło „wychowanie szczeniaka” i pojawiają się nam linki do stron, gdzie można znaleźć informacje na ten temat. Mniej lub bardziej rzetelne informacje. I tym sposobem trafiamy na tzw. złotą dwunastkę. „Złota dwunastka” to spis rzeczy, sytuacji, które powinien poznać szczeniak do 12 tygodnia życia. Bo, jak wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie... A u szczeniaka ta przysłowiowa „skorupka” kończy nasiąkać po skończeniu 12 tygodnia życia.

Przyszły, albo niedoświadczony jeszcze właściciel szczeniaczka czyta, i czyta, i włos mu się na głowie jeży. Zapewne nie przypuszczał, że tak wiele pracy przed nim!
Po przeprowadzeniu analizy polegającej na dodaniu wszystkich działań z każdego punktu, okazuje się, że należy przygotować 144 sytuacje, przed którymi postawimy szczeniaka. Jeśli odbierzemy naszego małego pupila w wieku 9 tygodni, zostaje nam 21 dni na pracę. Co daje 6,8 zadań dziennie (144 sytuacje podzielone przez 21 dni). Im później staniemy się opiekunami psa, tym więcej zadań w krótszym czasie musimy wykonać. Jeśli podejdziemy do tego bezkrytycznie, to istnieje duża szansa, że wychowamy sobie szczeniaka lękliwego, niepewnego, który boi się wszystkiego i wszystkich, który ze skomleniem ucieka pod nasze nogi, albo szczeniaczka, który na próbę dotyku pokazuje nam ząbki.
Konsternacja! Zaczynamy wówczas zadawać sobie pytanie: czy ta socjalizacja była potrzebna? Co zrobiliśmy źle? Dlaczego nasz psiak stał się takim „dzikusem”?

Wszystko co robimy, musimy zrobić z głową. Książki, artykuły, porady dotyczące wychowania szczeniąt są użyteczne, ale to tylko propozycje, pomysły, które możemy wykorzystać. Każdy pies jest inny. Pomijam fakt różnic w rasach, bo zapewne każdy, kto decyduje się na psa rasowego, zna jego predyspozycje i charakter. Ale nie należy tego generalizować. Do każdego szczeniaka należy mieć indywidualne podejście. Na jednym nie zrobi żadnego wrażenia przejeżdżająca ulicą ciężarówka, a na jego miotowym bracie i owszem.
To właściciel najlepiej zna swojego psa. Na nim spoczywa obowiązek zachowania równowagi pomiędzy tym, co szczeniak poznać musi, a jego poczuciem bezpieczeństwa. Każda nowa sytuacja, przed którą stawiamy psie dziecko, wywołuje u niego większy lub mniejszy stres, który trzeba rozładować. Może to być zabawa lub odpoczynek w bezpiecznym miejscu. Odpowiedzialny właściciel, który potrafi obserwować swojego psa, będzie wiedział, kiedy skończyć lekcję, a zacząć przerwę. Poznawanie nowych rzeczy musi odbywać się stopniowo i odpowiednio intensywnie. Sytuacje dla nas nowe i niespodziewane są denerwujące i męczące. Wyobraźmy sobie, jak męczą się przy tym szczeniaki. Po dużej dawce nowości maluch musi dużo spać i odpoczywać. Musi mieć czas na zregenerowanie sił i poukładanie w głowie nowych rzeczy.

Niezwykle ważne jest, aby od pierwszych chwil w nowym domu budować więź ze szczeniakiem. Sprawić, by zaczął nam ufać bardziej niż sobie. Wtedy będzie nam łatwiej pokazywać mu nowe rzeczy. Psy są rewelacyjnymi obserwatorami. Patrzą i biorą przykład. Jeśli moja pani, której bezgranicznie ufam, nie boi się dziwnych błysków na niebie i strasznych grzmotów, jeśli wtedy wesoło pogwizduje i podaje smakołyki, to znaczy, że nie dzieje się nic strasznego.

Bardzo dobrą rzeczą są psie przedszkola. W przedszkolach z prawdziwego zdarzenia, osoba znająca się na psach nie gorzej, a często lepiej od nas, może poobserwować i ocenić, jak dojrzewa nasz pupil. Może zwrócić nam uwagę na pewne rzeczy, które umykają podczas codziennego obcowania z psem. Profesjonalni szkoleniowcy mają nie tylko wiedzę, ale i zaplecze do odpowiedniej socjalizacji szczeniąt. Jeśli na placu szkoleniowym zobaczycie kąt, który przypomina śmietnik, to bardzo dobrze. Porozrzucane kartony, powiewające kawałki folii, rozrzucone plastikowe butelki, zużyte opony nie świadczą o bałaganiarstwie szkoleniowca, a o jego profesjonalizmie i o wiedzy na temat szczenięcych lęków i obaw. Pod jego okiem bezproblemowo i bezpiecznie pokażecie swoim czworonogom straszne i nowe rzeczy. I jeszcze będziecie się przy tym dobrze bawić.

Spróbuję przeanalizować to, z czym szczeniak zapoznać się powinien:

* Różne powierzchnie. Niby nic strasznego, ale spróbujcie sprawić, żeby szczeniak wszedł na metalową kratkę, albo na kawałek blachy. To dla niego wielkie wyzwanie. Konia z rzędem każdemu, komu za pierwszym razem się to uda! Oczywiście bez wciągania malucha na siłę. Przydadzą się tutaj smakołyki. Można też w trakcie zabawy rzucić piłeczkę tak, żeby szczeniak przebiegł po nieznanym podłożu. Maluch zaaferowany zabawą zapewne w pierwszej chwili nie zorientuje się, ze pokonał swój strach, ale później będzie z tego szalenie dumny.

Moja suka obawiała się tunelu. Kiedy w końcu odważyła się przez niego przejść, aż urosła z dumy. Teraz, jeśli tylko ma okazję przebiega przez niego z taką miną, jakby mówiła: „Zobaczcie jaka jestem dzielna! Teraz świetnie się bawię, a kiedyś tak się tego bałam!”

* Różne zabawki. Zabawki to coś co szczeniaki uwielbiają. Byle nie w nadmiarze. Jeśli zarzucimy malucha pluszakami, piłkami, kartonami, papierami, kluczami i zażądamy od niego super zabawy to przegramy. Powoli, powolutku (to trudne, bo czas nas goni). Rano piłeczki, popołudniu karton od butów, wieczorem może coś piszczącego.

* Różne miejsca. Robi się coraz trudniej. Jeśli myślicie, że zabierzecie psiaka na całodzienną wycieczkę, żeby zaliczyć ten punkt, przegraliście. Szczeniak wróci tak zmęczony i zestresowany, że nie będzie miał ochoty następnym razem wyjść z domu. Najlepiej, gdy pies czuje niedosyt. Jeśli podobało mu się w windzie i nie miał żadnych oporów, żeby nią zjechać i wjechać, jest dalej pełen ciekawości co mu zaproponujemy. Wracamy do domu i bawimy się znaną już mu piłeczką, albo gryzakiem. Niech szczeniak czeka z niecierpliwością co będzie dalej. Następnym krokiem może być garaż albo piwnica, albo samochód. Później mieszkanie cioci, babci albo koleżanki.
Moja suka trafiła do mnie w wieku 8 tygodni. Nie mogła jeszcze nigdzie wychodzić z powodu braku szczepień. Na rękach wynosiłam ją na podwórko, przed dom, żeby sobie popatrzyła na świat. Ale największe dla niej wyzwanie stanowiło mieszkanie. Postanowiłam, że nie będę jej zmuszać do obejrzenia wszystkich pomieszczeń od razu. Dwa dni zajęło jej samodzielne odkrywanie nowych miejsc. Miałam wtedy wakacje, więc obserwowałam jak sobie radzi i jaka jest dumna, kiedy przełamywała kolejne obawy.

* Różne osoby. Kolejny stopień trudności. Nie możemy przecież zwołać zebrania znajomych i przyjaciół. Dobrze jest mieć odwagę i prosić niekiedy nieznajomych na ulicy, żeby podali smaczek naszemu pupilowi i pogłaskali go. Jeśli zauważymy, że nasz szczeniak nie obawia się dzieci, że nie przeszkadza mu hałas, to spróbujmy poznać go ze staruszką albo z brodatym mężczyzną. Jeśli jednak zauważymy objawy stresu, dajmy mu odpocząć.

* Różne odgłosy. Pies ma dużo lepszy słuch od nas, trzeba być bardzo ostrożnym, żeby nie wyrządzić mu krzywdy. Są płyty ze specjalnymi nagraniami różnych odgłosów, które można szczeniakowi puszczać z różnym natężeniem dźwięku. Można też zabierać pupila w miejsca, gdzie owe odgłosy usłyszy, pilnie go jednak obserwując i oddalić się gdy zauważymy objawy zmęczenia i stresu.
Jeden z moich psów był słabo socjalizowany. Trafił do mnie w wieku 4 miesięcy. Mieszkał na wsi, na podwórku, gdzie panowała cisza i spokój. Trudno było mu przyzwyczaić się do dźwięku telewizora i radia. Przez kilka tygodni oglądałam wiadomości siedząc pół metra przed ściszonym do maksimum telewizorem, żeby zbyt głośny dźwięk nie drażnił czworonoga.

* Różne, szybko poruszające się przedmioty. To już wyższa szkoła jazdy, bo jeśli pies nie będzie się bał przejeżdżającego roweru, to zapewne zechce za nim pobiec. W takiej sytuacji świetnie jest, jeśli równolegle z socjalizacją ćwiczyliśmy budowanie więzi i skupianie psa na sobie.

* Różne wyzwania. Najlepiej sprawdzi się tu udział w zajęciach w dobrym psim przedszkolu. Tam szkoleniowiec poprowadzi naszego pupila.

* Jedzenie z różnych pojemników i w różnych miejscach. Jeśli szczeniak jest łakomczuchem, ten punkt nie sprawi nam większych trudności. Jeśli jednak okaże się, że obawia się papierowej torebki, zapakujmy tam coś pachnącego i dobrego.

* Zabawy z różnymi psami. Kolejny argument, żeby znaleźć dobre psie przedszkole. Tam szkoleniowiec zadba, żeby szczeniaki poznały inne szczeniaki i różnej wielkości dorosłe psy, przy których nasz maluch będzie mógł bezpiecznie się pobawić.

Wczesne szczenięctwo, to nie tylko czas dobrej socjalizacji. To także czas na zbudowanie fundamentów trwałej i mocnej więzi. To umiejętność takiej aktywności i zabawy ze szczeniakiem, a później z dorosłym psem, aby ten zawsze wybrał człowieka. Żeby nie uciekał do innych psów przytłoczony nadmiarem obowiązków albo wszechogarniającą go nudą.

Jedna z rad Sylvi Trkman, mistrzyni świata Agility 2003 i 2005, zwyciężczyni European Open 2005 i 2006 brzmi: „... Zbuduj pewność siebie swojego psa i mocną, opartą na zaufaniu więź ze swoim psem”.

Pojawienie się w domu psa przewraca całe życie nowego właściciela. To wspaniała podróż w poznawanie, odkrywanie, trwanie w przyjaźni z psem. I tak jak każda podróż, również i ta zaczyna się od pierwszego kroku...

autor: Małgorzata Fitowska
członek Sekcji literatury
Polskiego Towarzystwa Kynoterapeutycznego.

WRÓĆ